Tlaxcala, czyli dokąd uciec z miasta Meksyk


Uwielbiam stolicę Meksyku, Chilangolandię, DF... Mimo zatłoczonego metra, smrodu na ulicach, całodobowego hałasu i wielogodzinnych korków, uwielbiam to miasto z całym jego dobytkiem. Ale czasem trzeba z niego albo od niego uciec. W promieniu kilku godzin jazdy jest mnóstwo opcji: Puebla, Cuernavaca, Taxco, do Acapulco jest też stosunkowo niedaleko, Tepoztlan, Tepozotlan (to dwa różne miasta)… jednak moim ukochanym, zawsze ciepło mnie przyjmującym regionem jest Tlaxcala.


Stan Tlaxcala na mapie Meksyku (Wikipedia)


To najmniejszy stan Meksyku, ze stolicą o tej samej nazwie. Prawie zupełnie nieznany, bo ustępujący miejsca bardziej pokaźnej sąsiadce- Puebli, a jeśli już znany, to głównie z zawarcia przymierza przez Indian z Kortezem w XVI w. Fakt, że nie rozwinęła się tam masowa turystyka z punktu widzenia samego turysty ma same zalety. Ceny są niższe, ludzie bardziej przyjaźni, jedzenie niemodyfikowane, a zmęczony stołecznym zgiełkiem podróżnik może odnaleźć tu ciszę i spokój. Ale nie tylko- ten niewielki stan bogaty jest bowiem w różnego rodzaje atrakcje, dzięki którym zarówno miłośnik natury, jak i wielbiciel historii znajdą tu coś dla siebie. Dojechać można autobusem (odjeżdżają ze stacji TAPO, jedzie się ok. 2 godziny) lub samochodem, wyjeżdżając ze stolicy tą samą autostradą co w kierunku Puebli.



Mural w Pałacu Gubernatora

Tlaxcala de Xicohténcatl