Świat na odwrót- święte miejsce Huiczoli, Wirikuta

Ta podróż już zanim się zaczęła, była niezwykła. Kilka zbiegów okoliczności sprawiło, że oto znalazłam się na pielgrzymce z Indianami huicholes, w drodze do ich świętego miejsca. Potem... była pustynia, świat na odwrót, w którym po niebie biegają byki, ognisko nie parzy, tylko ziębi, my stajemy się częściami zwierząt, a gdy zamykamy oczy, widzimy więcej. Zapraszam na Wirikutę.

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale nigdy bliżej nie interesowałam się Huiczolami. Być może z powodu moich poglądów dotyczących turystyki narkotykowo-duchowej, być może dlatego, że mieszkam wśród Majów i to im poświęcam najwięcej uwagi. Wszystko zmieniło się w listopadzie, gdy poszłam do Centro de la Imagen w D.F. na wystawę fotografii poświęconej właśnie tej grupie Indian. A potem jakoś zaczęłam wszędzie ich zauważać- trafiłam na drugą wystawę w Muzeum Antropologii, w sieci znalazłam przez przypadek kilka artykułów na temat ich mitologii, która zresztą okazała się fascynująca. Stwierdziłam, że warto byłoby ich poznać bliżej i tymi spostrzeżeniami podzieliłam się z Olą, która odwiedziła mnie w lutym. Okazało się, że zupełnie niezależnie od siebie miałyśmy podobne przemyślenia. No to pozostawało tylko zorganizować wyprawę, aby poznać bliżej kulturę Huiczoli. Brakowało jedynie pomysłu, jak to dokładnie zrobić.

- Ciekawe, jacy są ci Huiczole...- rzuciła nagle Ola.

- Pewnie oni się w tym momencie zastanawiają, jaka jest ta Ola i Iwona- odpowiedziałam, sama nie wiem, dlaczego. Jednocześnie wyobraziłam sobie czekających na nas Huiczoli, spokojnie siedzących na szczycie jakiejś góry.

Ustaliłyśmy mniej więcej termin wyjazdu - 22-23 marca- i na tym skończyły się nasze rozważania. Minął luty, więc gdy zbliżała się wyprawa, spytałam się Oli, gdzie my tak naprawdę się wybieramy. Huiczole mieszkają przecież w różnych, oddalonych od siebie regionach: Nayarit, San Luis Potosi, Jalisco, Durango. Trzeba coś zadecydować.

- Będą tam, gdzie pojedziemy- odpowiedziała, na co zażartowałam:

-Nie, oni na nas czekają na jakiejś konkretnej górze.


Jakie było moje zaskoczenie, gdy dzień później Ola dzwoni:


-Znalazłam naszych Huiczoli! Znalazłam górę, na której na nas czekają!


Okazało się, że Ola kontaktowała się ze swoją znajomą, Renatą, zupełnie w innej sprawie, gdy nagle tamta spytała: - Ola, a co robisz pod koniec marca? Bo wybieram się z Huiczolami na pielgrzymkę do ich świętego miejsca, Wirikuty. Fajnie by było, gdyby mi ktoś towarzyszył.

I dodam tylko, że pielgrzymka zaczynała się akurat 22 marca...jej celem była góra, El Cerro del Quemado, która dla Huiczol