O co walczą zapatyści?

Dokładnie 22 lata temu, 1 stycznia 1994 roku, świat usłyszał o zapatystach. Zapatystowska Armia Wyzwolenia Narodowego (EZLN) na czele z Delegatem Zero, zwanym również Subcomandante Marcos, postanowiła wypowiedzieć rządowi meksykańskiemu wojnę, sprzeciwiając się tym samym neoliberalnej polityce i wyzyskiwaniu ludności autochtonicznej. Wybrali akurat tę datę, gdyż właśnie 1 stycznia 1994 wchodziło w życie porozumienie o wolnym handlu między krajami Ameryki Północnej, NAFTA. Zbrojne powstanie dość szybko zostało stłumione, i do faktycznej wojny nigdy nie doszło, jednak zapatystom udało się osiągnąć inny cel- zyskali rozgłos na całym świecie. Bardzo szybko najbiedniejszy (a jednocześnie najbogatszy w surowce mineralne), indiański region Chiapas stał się sławny na arenie międzynarodowej, gdy kolejne znane osoby zaczęły publicznie popierać żądania lewicowej organizacji Marcosa.


To było ponad 20 lat temu, a jak jest dzisiaj? Czy sytuacja Indian w Chiapas uległa zmianie? Czy Marcos to postać, którą możemy zobaczyć już tylko na koszulkach, breloczkach i naklejkach sprzedawanych w San Cristobal? O co walczą zapatyści obecnie?


Aby odpowiedzieć na te pytania, udajemy się wraz z koleżanką, również pasjonatką kultury Meksyku, w dwa miejsca zorganizowane i rządzone przez zapatystów, lub raczej neozapatystów, bo tak sami siebie nazywają od 2005 roku, gdy ogłoszona została Szósta Deklaracja z Dżungli Lakandońskiej.


Pierwsze miejsce to tzw. CIDECI, Centro Indigena de Capacitación Integral - Universidad de la Tierra (Indiańskie Centrum Integralnego Nauczania- Uniwersytet Ziemi), którego siedziba znajduje się w San Cristobal de la Casas, w dzielnicy Nueva Maravilla. Można tam łatwo dojechać colectivo z centrum za 6 pesos, i tak też robimy. Pierwsze wrażenie- wszyscy pracownicy, strażnicy, uczniowie- jednym słowem wszyscy, których spotykamy podczas naszej wizyty- są bardzo uprzejmi i otwarci, a jednocześnie skoncentrowani na swoich zajęciach. Po drugie, teren należący do Uniwersytetu jest po prostu przepiękny. Naokoło wzgórza pokryte świerkami, kolonialny San Cristobal w oddali, w środku starannie zaprojektowane budynki, w których uczniowie zdobywają nowe umiejętności. Wszędzie czysto, schludnie, kolorowo. W takim miejscu od razu chce się zostać. Jak wyjaśnił nam nasz przewodnik, teren ten wcześniej należał do kościoła i został przekazany zapatystom dzięki biskupowi Samuelowi Ruizowi Garcia, który przez wiele lat pracował w Chiapas, pomagając Indianom w tym najbiedniejszym meksykańskim regionie. Lewicowa partyzantka dostaje teren z rąk kościoła- to może szokować, ale nie w Meksyku. Wielu księży poświęciło się pracy i pomocy na rzecz najuboższych, a najczęściej są to właśnie Indianie. Poza tym szkoła powstała 26 lat temu, czyli przed wybuchem powstania, jako autonomiczna inicjatywa oddolna.